JAN BO - Miya
Wytwórnia: Sony Music [2010]
Autor: Ed Hammerhead
Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość o premierze solowej płyty Jana Borysewicza. Najważniejsze, że kiedy zdumiony wrzuciłem płytę do odtwarzacza, przeszyła mnie power-rockowa energia. Na "Miya" muzyk po raz kolejny udowodnił, że gitara to jego jedyna miłość. Solowe płyty Borysewicza sygnowane nazwą Jan Bo zawsze przyciągały mą uwagę. Dużo bardziej, niż ostatnie dokonania matczynego zespołu artysty. Z chęcią sięgnąłem również po premierowe dzieło, choć, jak już wspominałem, zaskoczyła mnie premiera tego krążka. "Miya" to płyta wolna od wzruszeń i łez - mocna, rockowa, zadziorna, ale nie pozbawiona melodii. Borysewicz posiada dar komponowania wpadających do ucha piosenek ("Wyspa", "Nowy świat", "Pajacyk"), jednak równie swobodnie porusza się w konwencji bluesowego i jazzowego grania. Od czasu do czasu bardzo lubi również wystawiać czerwone rogi. Przecież taki "Dla Kuby i Pilicha" brzmi wręcz metalowo. Największe wrażenie sprawił na mnie rasowy rockowy kawałek "Masz się bać" z gościnnym udziałem Piotra Cugowskiego. Wokal frontmana Braci stanowi o klasie kompozycji. Na wyróżnienie zasługuje też Urszula Rembalska z zespołu The Boogie Town, która udziela się we wspomnianym "Pajacyku". O sile "Miy" stanowi więc różnorodna muzyka i wokalni goście. Gorzej, gdy za śpiew bierze się Borysewicz. Niech już lepiej tylko gra, to wychodzi mu znacznie lepiej.
1. Niech wiruje świat 2. Masz się bać 3. Znowu odchodzą 4. Miya 5. Wyspa 6. Ta ze snów 7. Nowy świat 8. Pajacyk 9. Miłości żar 10. Dla kuby i pilicha 11. Spacer z lwami
Komentarze użytkowników
Dodaj komentarz
|
Są w naszym kraju prywatne Kliniki Odwykowe, dzięki którym wielu naszych rodzimych artystów wyleczyło się z różnych nałogów.
Szkoda marnować swojego zdrowia, tym bardziej kiedy ma się wszczepiony stent i zażywa się leki nasercowe.
Pan Jan Borysewicz musi zgłosić się w najbliższym czasie do dobrego kardiochirurga.
We Wrocławiu przyjmuje Pan dr Andrzej Dumański, który jest doskonałym lekarzem.