| VOD | Pogoda | Gry | Katalog Firm | Frazpc.pl | Statystyki Stron | Forum | Hosting | Programy | Ipla Film | Pozycjonowanie |
|
2009-10-26 09:29:24, Łukasz Mijała
Amaryllis
Rock progresywny i muzyka dawna w polskim wydaniu. Mistrzowski Amaryllis zdobywa serca fanów obu stylów debiutanckim albumem „Inquietum Est Cor”.
![]() MUZYKA.GERY.PL: Jako, że Amaryllis nie gościł jeszcze nigdy w naszym serwisie chciałbym zacząć od kilku bardzo typowych pytań. Na początek pierwsze z nich: Kto? Z kim? Dlaczego?
MAREK DOMAGAŁA: Kto? Marek Domagała. Z kim? Z Ewą Domagałą. Dlaczego? Nikt tego nie wie do końca. Ja jestem gitarzystą i komponuję. Ewa jest wokalistką, chociaż z wykształcenia jest dyrygentem chóralnym. Amaryllis to jeszcze pozostali muzycy, bez których nie byłoby takiego brzmienia. Henryk Kasperczak – lutnista i teorbista, to nasz specjalista od muzyki dawnej i instrumentów średniowiecznych. Łukasz Kulczak – wszechstronny muzyk, uprawiający z powodzeniem wiele gatunków muzyki. Łukasz jest naszym specjalistą od wszelkich klimatycznych i hiperszybkich solówek gitarowych. Kacper Stachowiak – najmłodszy w zespole, to nasz specjalista od progresywnego, niebanalnego bębnienia. Szymon Guzowski – basista. Szymon to specjalista od przemyślanych i wyrafinowanych pochodów basowych. Na początku grał z nami także na klawiszach Bartłomiej Stankowiak. Zdążył nagrać z nami album „Inquietum Est Cor”, z różnych jednak powodów opuścił w końcu nasz band. Bartek to specjalista od podkreślania ogólnej atmosfery utworu i progresywnie „powyginanych” solówek klawiszowych.
MUZYKA.GERY.PL: Amarylis, jako roślina ozdobna, mająca zdobić mieszkania, balkony czy parapety, cieszy wzrok przez wiele miesięcy. Wasz zespół, który przejął nazwę od pięknej rośliny ma spełniać podobne funkcje?
MAREK DOMAGAŁA: Ciekawe podejście do tematu. Rzekłbym: botaniczne ujęcie muzyki. Tak, Amaryllis jest muzyką na wskroś doniczkową, mającą cieszyć ucho w czasie duchowego rozkwitania, a w czasie usychania podnosić na duchu. A tak poważnie, to kwiat amaryllis jest wyjątkowo pięknym kwiatem. Jest w nim coś szlachetnego, wzniosłego i oryginalnego. To, co w większości znajduje się w naszych polskich kwiaciarniach i nosi etykietę: „amaryllis”, nie ma nic wspólnego z prawdziwym amaryllisem. Prawdziwe amaryllisy rosną tylko w Afryce i są wielką gratką dla znawców florystyki. Z drugiej strony w muzyce dawnej imię Amaryllis używano w pieśniach na oznaczenie wyjątkowej i pięknej kobiety przepełnionej nostalgią i cierpieniem z powodu niespełnionej miłości. Myślę, że nieprzypadkowo przyjęliśmy taką nazwę. Naszą muzykę można opisać jako rodzaj metafizycznej nostalgii – dążenie do czegoś większego od nas samych. Niezaspokajanie się czymś łatwym i szybkim, komercyjnie atrakcyjnym w czasach spłyconej popkultury. Dążenie do piękna, które nas przerasta, ale mimo wszystko piękna pozwalającego się dotknąć i ująć w takim, a nie innym kształcie i dźwięku.
MUZYKA.GERY.PL: Udało nam się przebrnąć przez etap zapoznawczy - przejdźmy może do sedna. Słyszałem, że zanim Amaryllis zaczął występować w takiej formie w jakiej słyszymy na „Inquietum Est Cor”, to wraz z żoną Ewą tworzyłeś i nagrywałeś w warunkach domowych za pomocą komputera.
MAREK DOMAGAŁA: Tak dokładnie było. Pierwszy utwór nagraliśmy na komputerze, używając do tego celu mojego trzeszczącego, zacnego Ibaneza oraz równie trzeszczącego mikrofonu pojemnościowego. Samplowane bębny oraz jakieś plastikowe wirtualne klawisze dopełniły dzieła. Chociaż brzmiało to siermiężnie i bądźmy szczerzy – nieprofesjonalnie, to jednak pozwoliło nam odczuć jak niezwykły potencjał kryje się w naszym pomyśle na muzykę. Nagraliśmy dwa utwory „Stella splendens” oraz „Mariam Matrem”. To były dwa autentyczne utwory średniowieczne, które po prostu wstawiłem we współczesną ramę rocka progresywnego. Nie w formie aranżacji na rockowo, ale jako zdecydowaną fuzję tych wydawałoby się niesprowadzalnych do siebie dwóch gatunków muzycznych. W ten sposób powstało coś, co nie jest ani muzyką dawną, ani nawet do końca nie jest rockiem progresywnym. Jest to coś innego…coś trzeciego. To jest nasze najważniejsze odkrycie.
MAREK DOMAGAŁA: Poznań jest miastem muzyki. I w tym sensie znalezienie do naszego projektu tych właściwych muzyków nie było jakimś szczególnie trudnym zadaniem. Oczywiście wydaje się, że kogo jak kogo, ale lutnistę nie jest tak łatwo znaleźć. Okazuje się jednak, że większe problemy mieliśmy ze znalezieniem perkusisty i sali do grania niż ze znalezieniem Henryka. Otóż w tym czasie koncertował on jako lutnista w zespole muzyki dawnej, gdzie także śpiewała Ewa. Poznanie go i wciągnięcie do Amaryllis okazało się nadzwyczaj proste. Rozumienie wspólnej wizji muzyki nie dostaje się na starcie w postaci łatwego pakietu pt.: „sześć osób chce dokładnie tego samego i idealnie zgadza się we wszystkim”. To jest utopia. Wszyscy jesteśmy naprawdę inni. Każdy z nas ma inklinacje do zupełnie odmiennych gatunków muzycznych. Chociaż to ja jestem kompozytorem większości kompozycji znajdujących się na naszej płycie, to jednak osiąganie zgodnej wizji aranżacyjnej, czy brzmieniowej wcale nie było łatwym i szybkim procesem. Na naszych próbach niektóre nuty musiały zniknąć z partytury. Powstawały nowe części niby już skończonego w swej formie utworu. Rodziły się zupełnie inne wizje partii solowych. To fascynujące oglądać jak pierwotna myśl kompozytora stopniowo wciela się i ostatecznie przekształca przez różne muzyczne osobowości w zespole. Mało tego, jestem przekonany, że właśnie z tej różnorodności rodzi się ta niepowtarzalna alchemia dźwięków Amaryllis.
MUZYKA.GERY.PL: Słuchając „Inquietum Est Cor” nie trudno odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z zespołem profesjonalnym, muzykami mającymi własną wizję, zmierzającymi do konkretnego celu. Jesteście samoukami czy może pokończyliście szkoły muzyczne?
MAREK DOMAGAŁA: Jak już wcześniej wspomniałem Ewa jest absolwentką Akademii Muzycznej w Poznaniu: wydział - dyrygentura chóralna oraz edukacja. Henryk studiował lutnię w Królewskim Konserwatorium w Hadze i na Akademii Muzycznej w Krakowie oraz muzykologię na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Szymon również jest absolwentem Akademii Muzycznej w Poznaniu. Specjalizacja instrumentalna - kontrabas. Na co dzień związany jest z Poznańską Filharmonią jako muzyk-solista. Jako wykładowca prowadzi w Akademii Muzycznej w Poznaniu klasę kontrabasu. Także nasz perkusista, Kacper z zamiłowania do muzyki dawnej, ukończył w 2009 roku licencjackie studia na Akademii Muzycznej – kierunek: lutnia renesansowa. Nasz były klawiszowiec, Bartłomiej Stankowiak jest absolwentem Akademii Muzycznej w Poznaniu – specjalizacja: dyrygentura chóralna. Obecnie jest wykładowcą akademickim na Uniwersytecie w Zielonej Górze. Tylko ja i Łukasz jesteśmy samoukami. Na tyle jednak upartymi samoukami, że znamy nuty i swobodnie poruszamy się w świecie partytur. Nie to jednak jest tym najważniejszym czynnikiem, decydującym o profesjonalizmie zespołu. Dla nas ważniejsza jest pasja, poszukiwanie, eksperymentowanie, wyobraźnia. Nuty potrafi zagrać każdy dobrze wytresowany w szkole muzyk.
MUZYKA.GERY.PL: Skąd zrodziła się idea żeby Amaryllis łączył rocka progresywnego z muzyką dawną?
MAREK DOMAGAŁA: Amaryllis zaczął się od pomysłu połączenia mojej pasji do rocka progresywnego z pasją do muzyki średniowiecznej mojej żony, Ewy. Jak słychać, połączenie to wypadło całkiem naturalnie, tak jak połączenie dwojga osób w małżeństwie. Często podkreślam tę prawdę, że pomysł na ten zespół i jego muzykę zrodził się z rzeczywistych ludzkich pasji i emocji. Nie był wynikiem obojętnego eksperymentu, zimną kalkulacją w stylu: „co tu zrobić, żeby wymyśleć coś, czego jeszcze nikt nie wymyślił?”. Oryginalność tej muzyki nie jest więc konsekwencją abstrakcyjnych, marketingowych sztuczek. Wierzę mocno, że coś, co pochodzi z głębi serca zawsze trafi do jakiegoś innego serca, na tej samej głębokości. To jest właśnie fenomen autentycznej sztuki.
MUZYKA.GERY.PL: Nie czuliście się z tym nieco dziwnie? Przekraczacie granicę, która dla wielu powinna pozostać nietknięta?
MAREK DOMAGAŁA: Nie przekraczamy granic dla faktu ich przekraczania, robimy to mimowolnie, jak pilot przekraczający barierę dźwięku. Podświadomie czujemy tylko, że naruszamy pewne nienaruszalne do tej pory reguły. Jednak w sumieniu nie czujemy się prowokatorami, czy obrazobórcami igrającymi z symbolami sacrum. Oczywiście, do tego potrzebna jest pewna doza odwagi oraz jasny cel artystyczny, który musi przyświecać twórcom od początku. Każdy naukowiec wie, że eksperyment nie składa się tylko z części doświadczalnej, ale z założonej tezy, którą należy udowodnić. To samo wie każdy odkrywca - nie można przepłynąć oceanu nie wyśniwszy wcześniej brzegów Ameryki – mógłby powiedzieć Krzysztof Kolumb. Naszą materią doświadczalną są dźwięki, dowodem są grane kompozycje a tezą, że dawne można połączyć z nowym. Osobiście jestem przekonany, że na tym właśnie polega realizowanie współczesnej sztuki. Sięganie jak najdalej i najgłębiej i wyrażanie tego językiem naszych czasów. Tak, aby lepiej zrozumieć siebie i swoje czasy. Kultura to nic innego jak ekspresja pewnych odwiecznych wartości tu i teraz, głosem naszej niepowtarzalnej współczesności.
MUZYKA.GERY.PL: Ale przecież próbujecie odnaleźć tajemnicę sacrum niemal na manowcach kultury. Choć z jednej strony odnajdujecie piękno w muzyce dawnej, to jednak konfrontujecie ją z muzyką rockową, bądź co bądź, uznawaną przez „duchowych przewodników” za wcielenie zła…
MAREK DOMAGAŁA: Idąc za definicją zła św. Tomasza z Akwinu jako „braku dobra”, powiedziałbym, że ze swej istoty muzyka rockowa wcale nie jest siedliskiem zła i demonów. Każda materia, włącznie z artystyczną ma charakter neutralny. To my, ludzie nadajemy jej znaczenie. Na przykład jeden z odłamów rocka - rock progresywny - nigdy nie flirtrował z ideologiami satanistycznymi jak i nie traktował siebie jako medium gniewu i buntu. Wręcz przeciwnie, sięgał do głębszych pokładów wrażliwości, skłaniał do refleksji, snuł intrygujące opowieści z przesłaniem. To właśnie do takiego rocka odwołujemy się w naszej twórczości. U mnie tak było od początku. Jako nastolatek traktowałem muzykę rockową bardziej jako formę negacji miernoty, protestu przeciw zakłamaniu niż jako medium zła, nihilizmu, czy satanizmu. Słuchając takich zespołów jak Rush, Yes czy Marillion był to rodzaj inteligentnej rozrywki, rozwijającej moją wyobraźnię i pomagającej interpretować rzeczywistość. Zresztą dla chrześcijanina nie ma takiej rzeczywistości, w której Bóg byłby nieobecny. Przesterowane, ciężkie gitary i połamane, perkusyjne groovy z basem nie wyganiają wcale Pana Boga z rajskiego ogrodu rocka progresywnego.
MUZYKA.GERY.PL: Ewa śpiewa jednak w języku łacińskim. Czerpiecie ile się da z epoki Średniowiecza. Nie sądzicie, że tym samym odstraszycie potencjalnych słuchaczy?
MAREK DOMAGAŁA: Zaryzykowałbym twierdzenie, że raczej przyciągniemy, niż odstraszymy. Dużym atutem Amaryllis jest fakt, że nie wykonujemy naszych utworów w języku angielskim (tak jak to robią tysiące bandów na świecie, bez względu na to czy pochodzą z Chin, Szwecji czy Japonii), lecz śpiewamy je po łacinie. Kompletnie nieznanym i zapomnianym języku, który tak naprawdę stworzył całą cywilizację zachodnią. Przypominamy Europie i poniekąd całemu światu, gdzie są jego korzenie.
MUZYKA.GERY.PL: Jak duże znaczenie mają dla was teksty? Większość z nich ma zdecydowanie religijny charakter.
MAREK DOMAGAŁA: Bo takie też teksty powstawały w tamtym okresie. Tutaj niczego nie naciągamy, ani nie przekłamujemy. Dla mnie osobiście te teksty wyrażają moją postawę względem świata i ludzi. W pełni utożsamiam się z ich znaczeniem religijnym, ponieważ jestem chrześcijaninem i właśnie ta, a nie inna religia ukształtowała moją osobowość. Poza tym ważny jest też wymiar tajemnicy, wpisany w ten język. Łacina zawsze będzie się nam kojarzyć z głębią, wiarą i mądrością naszych przodków. Śpiewając w tym języku niejako zwracamy się wprost do serca słuchacza, do jego intuicji i zdolności odczuwania smaku tajemnicy. A może łacina to język aniołów, troszkę nieudolnie przetłumaczony na język ludzi?
MUZYKA.GERY.PL: Szukacie rajskiego języka?
MAREK DOMAGAŁA: Może. Szukamy raczej języka pozbawionego tego wielkiego brzemienia tzw. popkultury, gdzie nastąpiło totalne spłaszczenie pojęć chociażby takich jak miłość, przyjaźń czy sens życia. Mogę tutaj powiedzieć we własnym imieniu, że odwołując się do prawdziwych, chrześcijańskich wartości duchowych musiałem sięgnąć po równie prawdziwą formę, jaką okazała się sama muzyka średniowieczna oraz łacina.
MAREK DOMAGAŁA: Ja też tak uważam. Nawet wcześniej już cytowany wielki filozof i teolog, św. Tomasz z Akwinu mawiał, że nie ma czegoś takiego jak sztuka chrześcijańska – są artyści, którzy mogą się inspirować wiarą chrześcijańską zarówno w swoim życiu jak i swojej twórczości. Wyraźnie to rozdzielał. Zwracał uwagę na to, aby nie pomylić osobowości artystycznej z człowieczeństwem jako takim. Jedno i drugie rządzi się odmiennymi prawami, chociaż mogą na siebie wpływać, a w wypadku chrześcijanina nawet powinny. Artysta powinien wiele wymagać od swej sztuki, i tak długo nad nią pracować, aż osiągnie możliwą najdoskonalszą formę. Krótko mówiąc powinien być profesjonalistą. Doskonałość człowieczeństwa to coś więcej niż doskonałość formy artystycznej. To po prostu świętość, czyli całkowite zjednoczenie się z Bogiem w miłości. Dla artysty chrześcijanina jasne jest, że jego dążenie do twórczego profesjonalizmu podporządkowane jest jego dążeniu do świętości. Co nie znaczy, że w imię dążenia do świętości może fałszować na scenie, albo pisać mierne utwory. To bardzo ważny moment jeśli chodzi o zrozumienie roli artysty chrześcijanina we współczesnym świecie. Zbyt wielu wierzących artystów łatwo usprawiedliwia dzisiaj swą twórczą miernotę odwołując się do głębi swej wiary. Są tacy, którzy ze sceny wykrzykują o Bogu, każą się trzymać za ręce a muzyka, która płynie ze sceny bywa żałosna. Nie ma tam głębi, ducha i mocy która pochodzi z dobrej, przepracowanej i przemyślanej sztuki, inspirowanej autentyczną wiarą. Powodem dla którego powstał zespół Amaryllis było pewne wyzwanie natury artystycznej. Spotkaliśmy się na gruncie określonej wrażliwości i wizji artystycznej. Nie dobierałem muzyków do zespołu pod kątem ich wiary w Boga. Szukałem ludzi, którzy podzielą moją pasję odkrywania nowych obszarów w muzyce i takich też znalazłem. Odpowiadając więc na twoje pytanie „czy jesteśmy zespołem chrześcijańskim?” mogę powiedzieć tak: jesteśmy muzykami artystami, spośród których jedni inspirują się wiarą chrześcijańską zarówno w swym życiu jak w swojej sztuce, a drudzy inspirują się czymś innym. Ale wydaje mi się, że w tych sprawach każdy powinien mówić za siebie! Powiem więc w swoim imieniu. Dla mnie Jezus Chrystus to coś więcej niż inspiracja, to „Droga, Prawda i Życie”. Czy to słychać w muzyce Amaryllis? Oceńcie sami. Dodam tylko, że ta muzyka skierowana jest do wszystkich: wierzących i niewierzących. Podobnie zresztą jak sama Ewangelia, która była napisana dla wszystkich. Jeśli ktoś dzisiaj zadałby mi pytanie:” czy jesteście zespołem ewangelizacyjnym?”, bez wahania odpowiedziałbym: „tak, nasza ewangelia to ewangelia piękna, niesiemy dobrą nowinę o tym, że istnieje Piękno Nieskończone”. Dla chrześcijanina jasne jest to, że tym Pięknem jest Pan Bóg, a dla poszukujących brama jest wciąż otwarta.
Komentarze użytkownikówOkazja 2009-10-29 Dodaj komentarz |
Zobacz równieżWiadomości:Amaryllis zagra w PoznaniuRecenzje:Amaryllis - Inquietum Est CorArtyści:AmaryllisNajnowsze recenzjeWiadomości dnia |
Pobieraj gry, filmy, muzykę, erotykę, programy, bez limitow!
Rapidshare, Netload, Megaupload, Hotfile jak premium, sprawdz to!
Jedyny taki serwis w polsce!