Screaming Shadows to kolejna kapelka, która pochodzi z ‘włoskiego buta’ i ubzdurała sobie podbić serca fanów heavy/power metalu. Troszkę męczy mnie już ten trend u makaroniarzy, no ale skoro tak chcą, to nie będę im przecież przeszkadzał. Jeśli jeszcze są w stanie zagrać ten swój ociekający lukrem materiał sprawnie i z jako takim polotem, to pół biedy. Ale jeśli dołożą do tego pomadę na wąsy i skórzany kaszkiet nabijany ćwiekami, to może być… wesoło.
Screaming Shadows szczęśliwym trafem unika żenady, choć ich – trwająca ponad godzinę – płyta momentami jest wtórna i przesłodzona. Utwory są częstokroć zbyt długie, a przeszło 9-minutowy ‘Open the Doors’ bije w tej materii wszelkie rekordy. Na szczęście jest to chyba najbardziej urozmaicony utwór, który sięga nie tyle po standardy heavy metalowego grania, co także do kanonu hard rocka, eksponując pod wokalem jedynie ciekawy podział sekcji rytmicznej. A ta właśnie zasługuje na duże brawa! Bębny są ładnie wybrane, a bas dudni znakomicie, podkreślają głębię wygrywanych przez gitarzystów riffów. Te ostatnie nie są najgorsze, choć śmiem twierdzić, że można było posiedzieć nad nimi troszkę dłużej i zamiast upstrzyć je melodiami, jak słynne muchy w powieści Haszka obraz Kaisera Franza; to wzbogacić o kilka ostrych, szarpanych zagrywek, podnoszących merytoryczną wartość ‘In the Name of God’. Czasem strawa uważona przez czterech Włochów robi się po prostu mdła, a taki ‘Screaming Shadows’ z wysokimi partiami wokali jest tego najlepszym przykładem. W utworze tym nie dzieje się zbyt wiele i poza zdradzającymi wirtuozerskie zapędy solówkami nie ma na czym zawiesić ucha. I tu dochodzimy do najmocniejszego punktu płyty, którym są właśnie umiejętności Francesco Marrasa i Adnrei Giribaldi’ego, których gra jest atutem w ręku zespołu. Szkoda tylko, że iskrzące popisy, podobne temu z okolic czwartej minuty najciekawszego na płycie ‘The Shits Are Everywhere’, giną gdzieś w natłoku oczywistych riffów i lejących się gęsto melodii, zagłuszanych skutecznie przez wycie Luigi Usai. Szkoda, bo spod skórzanego daszka błyskają czasem przekrwione białka wściekłych oczu…
Zdaję sobie sprawę z tego, że fanom gatunku ‘In the Name of God’ bardzo się spodoba. Ta płyta jest dobrze wyprodukowana (ponownie podkreślam siłę basu!) i zagrana. Włochom brakuje jeszcze pomysłów, własnej tożsamości i pazura, który rwałby małżowiny uszu na strzępy. Dla fanów Iron Maiden, Labyrinth czy NWOBHM Screaming Shadows będzie nie lada gratką. Reszta może sobie spokojnie drugi album kapeli ze słonecznej Italii podarować.
1. Where Reigns the Sword
2. In the Name of God
3. Screaming Shadows
4. Damned Soul
5. Broken Promises (Part I)
6. Broken Promises (Part II)
7. The Holy Grail
8. The Shits Are Everywhere
9. Open the Doors
10. The Holy Grail (Piano Reprise)
11. Dark Shadow