Druga płyta puławskiego DHM-u pt. „Dehumanizacja?” jest w porównaniu do ciężkiej i dusznej produkcji o nazwie „Disco Heine Medina” (2003) bardziej wyważona, stateczna i przystępna. Brzmi wyjątkowo dobrze, ponieważ materiał na niej zawarty jest dopracowany do perfekcji i właściwie, poza kawałkiem "Druga strona", pozbawiony słabych stron.
Atuty tej płyty to dynamiczna praca sekcji rytmicznej, rozpędzone rockowe gitary („Papier/popiół”), punkowa żywiołowość („Nie jestem kontrolowany”), ekspansywność oraz psychodelia („Senny”). To wszystko razem wzięte nadaje płycie transowy, przestrzenny wymiar. Sprawia, że nie brzmi ona płasko. Przy czym ostre gitarowe riffy nie zakłócają melodyki utworów nasyconych sporym ładunkiem komercyjnym . Do tego dochodzi trafny wybór utworu zapowiadającego album pt. „ Nie jestem kontrolowany”, singla „ Ty wiesz/Wybuch” oraz mnogość przecudnej urody hooków melodycznych i literackich („ Jestem gdzie jestem”, „Na linie”).
Osobne punkty i wyrazy uznania należą się płycie za prezentujące interesujący światopogląd autorskie teksty Sancheza. Że zacytuję : „miłość jest drżącą liną, będziemy kręcić się w kółko i pytać, wszystkie tła nakarmią nas pustką, nie widzę porządku widzę chaos”. Teksty poruszające problemy dotyczące każdego człowieka, a sprowadzone do takich wspólnych mianowników jak miłość, zachwyt, nadzieja, sens egzystencji. Wzmacniają one brzmienie muzyki, nadając jej ostateczne znaczenie. Określają kontekst w jakim należy ją odbierać. Wreszcie budują łączność światopoglądową na linii autor – odbiorca, pozwalając tym samym utożsamić się z muzyką.
Nowa płyta DHM-u to album przebojowy, przemyślany, ze wzorowym układem piosenek: od intro „Dehumanizacja?” już na wstępie zapowiadającym to, z czym będziemy mieć do czynienia w dalszej części; zdecydowanym, wartkim środkiem (utwory 3-7) i spokojniejszą, stonowaną końcówką.
Nowy materiał odbiega od starego, nie jest tak łatwy do zdefiniowania jeśli chodzi o gatunek muzyczny. I choć na płycie znalazły się dwa odświeżone numery („Ty wiesz” i „Wybuch” – z nowym tekstem) to DHM A.D. 2005 nie ma już nic wspólnego z latami 80-tymi i nową falą. Obecny produkt to może bardziej postpunk zabarwiony elektroniką („Na linie”) ale i to nie jest takie pewne. Pewne natomiast jest to, że Panowie Sanchez, Jenny, Sova, Sin&Bad i Sory rozczarowani nagraniem cyfrowym na „Disco Heine Medina” poszli trochę w lampy, tranzystory i nagranie analogowe co jak najbardziej przysłużyło się płycie.
DHM to zespół, który przez długie lata starał się stworzyć zupełnie nowy styl i jakość grania, odciąć się od ciągłych porównań do Jaza Colemana i Killing Joke używanych często przez media. Myślę, że „Dehumanizacji?” nie da się już do niczego jasno i wprost porównać. I to jest kolejna zaleta tego antyszufladkowego materiału.
Czuć, że zespół odrodził się z nową siłą, a płyta jest różnorodna, przez to intrygująca i obiecująca. Wszystkie znaki na ziemi i niebie pozwalają zaliczyć „Dehumanizację?” do czołówki najbardziej udanych projektów roku 2005, w których szorstkość muzyki i subtelność poetyki tworzy udany barwny melanż.
Spis utworów:
1.Dehumanizacja?
2.Czy masz czego się trzymasz?
3.Papier/popiół
4.Jestem gdzie jestem
5.Nie jestem kontrolowany
6.Senny
7.Ty wiesz
8.Wybuch
9.Druga strona
10.Na linie